W Polsce co roku diagnozuje się blisko 7500 nowych zachorowań na chłoniaki. Dzięki postępowi medycyny w wielu przypadkach potrafimy je pokonać. Do skutecznej terapii agresywnego – opornego na dotychczasowe leczenie lub nawracającego nieziarniczego chłoniaka z komórek B – polscy pacjenci nie mają jeszcze dostępu.

Chłoniak to nowotwór układu chłonnego, charakteryzujący się niekontrolowanym rozrostem białych krwinek (limfocytów B lub T), których właściwa liczba w zdrowym organizmie wspomaga nas w walce z infekcjami.

Z każdym rokiem w Polsce odnotowuje się blisko 7500 zachorowań na chłoniaki, z tendencją wzrostową o 4-5 proc. rocznie. Na pogorszenie statystyk wpływa wiele czynników, m.in. starzenie się społeczeństwa, większa ilość zakażeń wirusem HIV oraz coraz doskonalsze metody diagnostyczne, co skutkuje częstszymi rozpoznaniami.

Powyższe dane – w rankingu nowotworów najczęściej występujących w kraju – dają chłoniakom niechlubne 6. miejsce u mężczyzn, a 7. u kobiet. Choć statystyki budzą niepokój to z pewnością można stwierdzić, że potrafimy dziś coraz skuteczniej walczyć z nowotworami układu chłonnego. Nowe opcje terapeutyczne pozwalają postrzegać nawet agresywne odmiany chłoniaków jako choroby przewlekłe, a nie wyrok.

Trudna diagnostyka

Przyczyny zachorowań na chłoniaka nieziarniczego z komórek B (DLBCL) nie są znane. Wśród prawdopodobnych czynników ryzyka wymienia się: infekcje wirusowe i bakteryjne, dietę wysokotłuszczową, promieniowanie jonizujące, ekspozycje na środki chemiczne, wcześniejsze leczenie przeciwnowotworowe oraz przyjmowanie leków immunosupresyjnych.

Ostateczną diagnozę stawia się po wykonaniu badania histopatologicznego oraz immunohistochemicznego węzła chłonnego lub innej tkanki narządu zajętego przez nowotwór (np. żołądka, migdałków). W tym celu konieczne jest przeprowadzenie biopsji narządu lub pobranie chirurgiczne w całości węzła chłonnego z torebką. Dodatkowe informacje o chorobie można uzyskać, np. dzięki badaniom krwi i szpiku kostnego.

Maska przeziębienia, czyli niespecyficzne objawy

Chłoniak to podstępny nowotwór, który może być trudny do wykrycia ze względu na niespecyficzne objawy (często typowe dla zwykłego przeziębienia). Należą do nich: niebolesne powiększenie węzłów chłonnych, podwyższona temperatura, suchy i długo utrzymujący się kaszel, nawracające infekcje górnych dróg oddechowych i płuc, osłabienie, uczucie duszności, nocne poty, znaczna utrata masy ciała w krótkim czasie, zaburzenia czynności układu pokarmowego czy też świąd skóry.

Niecharakterystyczne objawy powodują, że nowotwór ten często jest rozpoznawany w stadium zaawansowanym. Spośród wszystkich nowotworów układu chłonnego najczęściej diagnozowany jest chłoniak rozlany z dużych komórek B (DLBCL) – 35 proc. Aż 80 proc. chłoniaków agresywnych to właśnie DLBCL. Choroba ta w ponad 50 proc. diagnozowana jest u osób powyżej 65. roku życia, co staje się dodatkowym wyzwaniem w procesie terapeutycznym ze względu na często współistniejące schorzenia, np. kardiologiczne.

Na czym polega leczenie?

DLBCL, będący agresywnym chłoniakiem w przeciwieństwie do indolentnego (o niskim stopniu złośliwości, rozwijający się powoli), wymaga radykalnych działań – zahamowania choroby i podjęcia wysiłków zmierzających do całkowitego wyleczenia.

W większości przypadków w leczeniu chłoniaków nieziarniczych I stopnia standardem jest immunochemioterapia (R-CHOP) oraz ewentualnie radioterapia. Immunochemioterapia polega na jednoczesnym podawaniu chemioterapii (cytostatyki) i przeciwciał monoklonalnych (rytuksymab), co daje szansę na trwałe wyleczenie nawet u 60-70 proc. pacjentów. Terapia ta jest dostępna w Polsce w ramach programu terapeutycznego finansowanego przez Narodowy Fundusz Zdrowia.

Prawdziwym dramatem staje się przypadek chłoniaków nawrotowych lub opornych na leczenie, które stanowią ok. 30-35 procent DLBCL. W takiej sytuacji pacjentom będącym w dobrej kondycji zdrowotnej zaproponować można wysokodawkową immunochemioterapię – chemioterapeutyki podawane bez rytuksymabu nie dają większych efektów. Zakończenie takiego leczenia może być pomostem do przeprowadzenia u pacjenta przeszczepu szpiku kostnego.

Jedyna szansa, mała grupa pacjentów, niska kardiotoksyczność, pomost do przeszczepu

A co z pacjentami, którzy nie odpowiedzieli na powyższe leczenie lub się do niego nie kwalifikowali? Szansą dla nich jest piksantron, który jest odpowiedzią na istniejące niezaspokojone potrzeby medyczne. Obecnie brakuje w Polsce opcji terapeutycznej. Stosowane leczenie w nawrotowym chłoniaku (DLBCL) daje niski odsetek odpowiedzi, rzędu 5%.

Piksantron (zarejestrowany w 3 i 4 linii leczenia) jest jedynym lekiem ze wskazaniem EMA do leczenia w monoterapii chorych z wielokrotnie nawracającym lub opornym na leczenie agresywnym chłoniakiem nieziarniczym z komórek B u osób dorosłych. Piksantron to cytostatyk nowej generacji o odmiennym mechanizmie działania w porównaniu do klasycznych, zarejestrowanych antracyklin (doksorubicyny i innych). Lek charakteryzuje się zredukowaną kardiotoksycznością. Ma to ogromne znaczenie dla seniorów, u których często z chorobą nowotworową współistnieją choroby układu sercowo-naczyniowego, a także u osób, które były wcześniej leczone kardiotoksycznymi antakcylinami.

Co ważne – terapia ta może być także pomostem do przeprowadzenia przeszczepu szpiku.

Dane z badań klinicznych III fazy z udziałem 140 pacjentów wykazały istotną (40 proc.) poprawę czasu przeżycia wolnego od progresji choroby (PFS) w porównaniu z grupą kontrolną. Pacjenci leczeni piksantronem osiągnęli długotrwałe lub całkowite remisje – średni czas trwania 9,6 miesiąca. Natomiast czas przeżycia wolnego od progresji choroby wyniósł 5,3 miesiąca, zaś średni czas całkowitego przeżycia to 10,2 miesiąca. Lek charakteryzuje się przewidywalnym i łatwym do zarządzania profilem bezpieczeństwa.

Committee for Medicinal Products for Human Use (CHMP) uznał, że pacjenci, otrzymujący piksantron, wykazują lepszą odpowiedź na leczenie w porównaniu z innymi terapiami przeciwnowotworowymi – żyją dłużej bez nasilenia się objawów choroby. Piksantron został pozytywnie oceniony przez brytyjską agencję NICE.

W Polsce piksantron – jako lek jedynej szansy w terapii nawrotowego agresywnego chłoniaka z dużych komórek B – jest wskazany dla stosunkowo niewielkiej grupy pacjentów. Prognozowana liczba chorych to około 200-300 osób. Dziś polscy pacjenci mogą skorzystać z dobrodziejstw leku jedynie w ramach badań klinicznych. Piksantron dostępny jest już w 12 krajach UE w tym Słowacji, Słowenii, czy Grecji, w krajach, w których poziom PKB jest zbliżony do naszego. W Polsce lek nie jest jeszcze refundowany.

Na pozytywne decyzje czekają pacjenci, ich bliscy i lekarze świadomi faktu, że ten typ chłoniaka nie leczony staje się dla chorego wyrokiem w ciągu kilku miesięcy.